Kartka z kalendarza - listopad 2017

Chyba większość z nas w tej chwili chce zapaść w sen zimowy. Ot, tak po prostu położyć się w milusich skarpetach, sweterku, pod milusim kocykiem...i obudzić się na przykład w maju, kiedy słonko będzie rozwijać pierwsze kwiaty, a ptaki swoim śpiewem będą informować o zbliżającym się lecie.  Ja lubię jesień i lubię zimę, ale taką z obrazka. Jesień pełną kolorów i zapachów, a zimę zasypaną śniegiem i roztaczającą się mroźną ciszą dookoła. Póki co za oknami mam straszną wichurę, w górach opady śniegu, a nad Bałtykiem sztorm. Rada na dziś - zrobić sobie dobrą kawę i przeczekać. Wiecie co ja robię w listopadzie? kupuję już rzeczy na gwiazdkę. Drukujcie więc kartkę z kalendarza i zaplanujcie ten miesiąc.







Żelazko w ruch - para buch!

Żelazko - niby taka zwykła rzecz. Chyba każda pani domu ma w domu, choć wiem, że nie każda używa :) Ja nie wyobrażam sobie nie prasowania rzeczy. Po wysuszeniu zawsze prasuję wszystkie rzeczy córek, swoje i męża niektóre. Często prasuję rzeczy tuż przed samym ich założeniem, bo niestety w szafie się pogniotły np. koszule.

Żelazko kupiłam sobie dobre i firmowe, ale już po kilku miesiącach byłam niezadowolona. Przypalona i żółknąca stopka, za duży ciężar. No ale to taki produkt, który wymieniamy dopiero jak się zepsuje. Tak więc prasuję z zaciśniętymi zębami, czekając aż moje żelazko padnie.

Będąc w społeczności trnd.pl mam ostatnio możliwość testów nowego żelazka Philips PerfectCare Elite Plus. Żelazko o którym mówię to żelazko ze stacją parową, pionowym wyrzutem pary i innymi bajerami, o których postaram się Wam napisać w skrócie.



Kartka z kalendarza - październik 2017

Od kilku dni mamy jesień kalendarzową. Od dwóch dni mamy piękną, złotą jesień za oknami. Błękitne niebo, złocące się liście i piękne słońce, które jeszcze próbuje nam przypomnieć letnie dni. Fani grzybobrania mają szczęście w tym roku, bo grzyby dopisały jak nigdy. Amatorzy jesiennych wycieczek w Bieszczady powinni być równie zadowoleni, bo to chyba najpiękniejszy moment na piesze wycieczki. Tak więc oficjalnie rozpoczynamy piękną, polską, złotą jesień. Zapraszam do pobrania październikowych kartek z kalendarza. Miłego planowania!



Kosmetyki dla Twojego domu - MillClean

My Polki bardzo dbamy o swoje mieszkania. Remontujemy je non stop, dekorujemy najmodniejszymi dodatkami, sprzątamy na błysk. A czy kupując chemię czyszczącą do domu kierujemy się trendami i modą? Czy wybieramy produkty te co zawsze, czy może sięgamy po co raz lepsze, nowocześniejsze i ładniejsze?

Powiem Wam szczerze, że opatrzyły mi się już niektóre produkty. Od wielu lat to samo opakowanie, ten sam zapach. Co z tego, że jest świetny? Nudzi mnie to już. Chcę mieć coś fajnego, innego. Chcę by po umyciu podłóg w domu pachniało ładnie i oryginalnie, a nie tak jak w firmowej łazience. Chcę, by każdy kto wchodzi do mojego domu mówił " ale ładnie pachnie, co to?" a nie " o! myłaś właśnie toaletę"
Czy mam duże wymagania? Chyba nie. Jako co raz bardziej świadome klientki oczekujemy, wymagamy i mamy do tego prawo. Przy tak dużej konkurencji na rynku środków czystości, pora zacząć się wyróżniać.

Mill Clean - pewnie zauważyliście na moim instagramie te śliczne butelki, niczym słodkie napoje. Urzekły mnie swoimi kolorami i zapachami. To kosmetyki dla domu. Brzmi zachęcająco, prawda? Ostatnio miałam przyjemność testować kila z nich i chętnie podzielę się z Wami swoją opinią.




Kartka z kalendarza - wrzesień 2017

Ojej, jak szybko zleciały te wakacje. Nie zdążyłam nawet zrobić sierpniowej kartki, a już z wrześniową się spóźniam. Na szczęście szkoła zaczyna się tak naprawdę dopiero jutro, więc zdążycie wszystko zaplanować. Klikacie w wybrany obrazek i pobieracie go z mojego dropbox. Nie zapomnijcie o planach lekcji, które znajdziecie w poprzednim poście! Zapraszam!

Powrót do szkoły - plany lekcji do pobrania

W zeszłym roku robiłam dla swoich córek plany lekcji i tak się rozkręciłam, że zrobiłam też dla chłopców i udostępniłam na blogu.  Nadal można z nich skorzystać, a znajdziecie je tutaj. W tym roku też coś zrobiłam i mam nadzieje, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Zapraszam do pobierania, bo pierwszy dzwonek już za kilka dni! (wystarczy kliknąć w obrazek i pobrać plan z mojego dropbox)
















Kobieta w masce

Nie mam czasu na bieganie po salonach spa, nie mam czasu na siedzenie z plastrami ogórka na czole i peelingiem z kawy na udach. Poszukuje rozwiązań wygodnych i szybkich. Bardzo późno chodzę spać, a przecież każdy chce świetnie wyglądać rano. Ja też! Uwielbiam więc kosmetyki, które pracują za mnie i dla mnie. Najlepiej wtedy kiedy śpię. To idealne rozwiązanie dla takich sówek jak ja. Wstaję rano i już. Nie muszę nic siebie ścierać, zdzierać i wklepywać. Swego czasu byłam maniaczką koreańskich masek w płachcie. Zamawiałam je w Korei lub kupowałam w TK Maxx, ale ostatnio zauważyłam, że nie ważne ile zapłacę za taką maskę i nie ważne jakiego jest rodzaju- każda działa tak samo. W większości tych masek odczułam jedynie działanie kojące. A ja chcę, by takie maski nawilżały, oczyszczały, koiły, regenerowały...Czy wymagam za dużo? Czy są takie maseczki? Ba! oczywiście, że są. Najlepsze jest to, że nie muszę ich szukać w Korei, bo mam je pod nosem np. w Rossmannie.

Maurissê - czy ta firma Wam coś mówi? Mi, nie bardzo, choć to nasza rodzima firma. I dopiero po wygooglowaniu sobie nazwy, mogłam zobaczyć ile mają świetnych marek na rynku kosmetycznym. I tu właśnie pojawia się MultiBiomask 





Maurissê - zajmuje się produkcją profesjonalnych masek do twarzy. Skomponowane w dopełniające się ze sobą zestawy, stanowią idealną podstawę pielęgnacji dla każdej z pań, niezależnie od problemu skóry, lub efektu jakiego oczekujemy.

Robiąc ten wpis, zastanawiałam się, która z masek jest lepsza i nie mogę wybrać. Każda działa zupełnie inaczej i każdą można w inny sposób nakładać.

Pierwsza maseczka Anti-Aging Professional składa się z dwóch części. Na początek musimy wykonać krok 1. Na twarz nakładamy MASKĘ MEZOTERAPIA - jest kremowa w konsystencji i ślicznie pachnie. Działa antyoksydacyjnie, regenerująco i odmładzająco. Po 10-15 min usuwamy pozostałość wacikiem i przechodzimy do kroku 2. Jest to koktajl odmładzający - maseczka w płachcie. Szybko się nakłada i zdejmuje. Skóra nie szczypie po nałożeniu, a efekt zaskoczy Was tak jak i mnie. Skóra widocznie promienieje i nabiera blasku. Jest delikatna w dotyku. Polecam ją osobom u których widać pierwsze oznaki starzenia skóry.


Druga maseczka Night Revolution  podobnie jak poprzednia składa się z dwóch kroków. Maski w płachcie i maseczki kremowej. Tyle, że ta przywraca skórze witalność, zwłaszcza przesuszonej. Koktajl przeciwzmarszczkowy, który jest naszym krokiem 1, zawiera komórki macierzyste z winogron, których zadaniem jest odmładzanie skóry i spłycenie zmarszczek. Tu pierwszym krokiem jest nałożenie płachty, a drugim nałożenie kremowej maseczki. Odnowa komórkowa, bo tak nazywa się drugi krok, zawiera cząsteczki złota (które widoczne są rano na skórze :)) i olej arganowy. Złoto spowalnia ubytek kolagenu i elastyny, a olej odmładza, regeneruje i poprawia elastyczność skóry. 
Powiem Wam, że ta maska świetnie sprawdziła się u mnie po kąpielach słonecznych, gdzie moja skóra była podrażniona i wysuszona od słońca i wody. 


Następne dwie maseczki to maska nawilżająca i łagodząca. Obydwie w postaci kremowej, również składają się z dwóch kroków. Ale tutaj możemy troszkę pokombinować, bowiem jedną część stanowi maska oczyszczająca. Możecie ją nakładać tak jak ja tylko w strefie T, lub przed nałożeniem części nawilżającej lub łagodzącej. Można też zmieszać ze sobą dwa kroki i nałożyć je na twarz jednocześnie. Jak dla mnie to bardzo wygodne rozwiązanie, bo u mnie tylko czoło i nos wymagały oczyszczenia. Dodam jeszcze, że sama maska oczyszczająca niczym nie przypomina tych czarnych, trudnozmywalnych, węgielnych masek. Jest lekka i kremowa. Przyjemnie się ją  nakłada i zmywa. Nie brudzi, nie zasycha i daje naprawdę duży komfort użycia.




Nie będę Was straszyć swoją twarzą w masce :) ale szczerze zachęcam Was to wpisania tych masek na swoje listy zakupów. Widziałam na Waszych instagramach, że na promocji -49% w Rossmannie wiele z Was kupiło te maski na próbę. Będziecie zadowolone, te maski są świetne, niedrogie i naprawdę niczym nie odbiegają od markowych, drogich masek kupowanych w Sephorze. Ja korzystając z promocji kupiłam sobie jeszcze odmładzające płatki pod oczy, ale póki co są wakacje, więc jestem wyspana .



Czy te maski sprawdzają się tak jak i u mnie? Czy może macie innego rodzaju i też są godne polecenia? Czekam na komentarze! 





Marion Professional - pielęgnacja doskonała

Wakacje dały porządnie w kość moim włosom. Słońce, wiatr i słona woda oceanu. Okropna wilgotność w Nowym Jorku, potem upalne dni na Kaszubach i wiecznie spocona skóra głowy. To nie mogło się dobrze skończyć. Moje włosy dosłownie wołały o pomoc.

Na wakacjach nie zawsze używamy naszych ulubionych i sprawdzonych kosmetyków. Prawie nigdy nie myślimy o ochronie UV, nie mamy czasu na maski i odżywki. Najczęściej kupujemy jakieś all in one, byle szybko, byle opakowanie zmieściło się do walizki.

I przychodzi taki moment, kiedy przeglądamy się w lustrze, a nasze lśniące włosy wyglądają na wypłowiałe, wypadają i nie mają blasku. Ja w domu mam dodatkowo jeszcze dwie panny, gdzie jedna włosy na za pupę, a druga do ramion. To zobowiązuje. Nie mogę pozwolić sobie na byle szampon, bo potem po prostu nie ogarnę tematu. A dodatkowo wiecie jakie ilości szamponu zużywają moje Roszpunki?? Butelkę to my mamy dosłownie na kilka dni. Jak kupuję szampony to w ilościach hurtowych i szukam takich bez parabenów.



Markę Marion znam od dawna. Używam ich olejków do włosów. Zawsze uważałam, że to świetna i zarazem niedroga marka, no i na dodatek polska. Po serię Professional sięgnęłam jednak pierwszy raz. Miałam do nich zaufanie i wiedziałam, że moim włosom nic złego nie grozi. No i się nie myliłam.



Szampon intensywnie regenerujący - (Marion dzięki za szampon z pompką 400 ml !!!) On wyprowadził moje włosy z wakacyjnego nieładu. Dzięki keratynie odzyskały swój blask, a Pantenol nawilżył je od środka i teraz łatwiej się rozczesują.


Wcześniej uważałam, że moje włosy potrzebują codziennie odżywki. Im więcej jej nakładałam, tym włosy były bardziej suche. To jakiś obłęd! Teraz wiem, że po prostu używałam niewłaściwie i niewłaściwych odżywek. Używając wielu różnych kosmetyków szybko przeproteinowałam włosy i osiągnęłam przeciwny od zamierzonego efekt.



Odżywka Intensywnie Wzmacniająca (do włosów słabych ze skłonnością do wypadania) świetnie się aplikuje, bo jak szampon posiada pompkę. Nie muszę nakładać jej codziennie, bo wystarczy 1-2 w tygodniu. Zawiera proteiny ryżowe i biotynę, więc efekt zauważalny jest już po pierwszym użyciu, bo jak wiecie proteiny mają zdolność wypełniania ubytków w strukturze włosa. Biotyna stymuluje porost włosa i świetnie działa na skórę. Do tej pory skóra mojej głowy była przesuszona, teraz w końcu odzyskała równowagę. Używając tej odżywki od czasu do czasu, nie mam problemu z przeproteinowanymi włosami. Nie nakładam też na włosy tylu różnych produktów, które je obciążały.



Na koniec maska. To absolutny must have w mojej łazience. Z organicznym olejem arganowym i olejem z oliwek działa niczym regenerujący okład na moje zniszczone słońcem włosy. Keratyna, która jest naturalnym budulcem włosa oraz Pantenol, który wnika we włókna włosa sprawiają, że po każdym użyciu moje włosy odzyskują blask.



Na opakowaniach znalazłam informację 100% satysfakcji - o tak! jestem w pełni usatysfakcjonowana z tych produktów. Za jakość, za cenę, za duże opakowania (400 i 450 ml) za błyskawiczne działanie i 0% parabenów. Produkty pachną delikatnie i przyjemnie, aplikują się prosto. Włosy je po prostu lubią, a to najważniejsze.

Moja Roszpunka też wybrała MARION :)


A Wy znacie tę serię?

Doskonałe pomysły na pachnące buty

New Balance, Nike, Adidas, Puma...teraz każdy ma lub marzy, by mieć najnowszy model. Dziewczyny zamiast szafy pełnej szpilek, mają szafy pełne sneakersów w różnych kolorach. Projektanci prześcigają się w printach, wzorach i połączeniach kolorystycznych, a największe gwiazdy chętnie sygnują swoim nazwiskiem modele najnowszych "adidasów".





Tak więc kupujemy (za niemałe pieniądze) sportowe buty, idziemy na trening i upss...but już nieświeży, wilgotny i co teraz? Uprane tracą swój urok i brudzą się dużo szybciej. Kupować i nie nosić? kupować i nosić w foliowym ochraniaczu? oj, tak widziałam reklamę takiego cudeńka. Niektóre pralnie oferują czyszczenie takiego obuwia, ale co zrobić jak trening mamy codziennie? Raz w tygodniu oddawać do pralni?

Będąc w USA natknęłam się w sklepie New Balance na takie kulki zapachowe, które wkłada się do butów. Kulki są plastikowe i nie wiem co jest w środku, ale pachną bardzo ładnie. Zapach przechodzi też na buty. Dodatkowo kulka pochłania wilgoć. Nie widziałam u nas takich kulek, ale mogę zaproponować Wam inne rozwiązanie.




1. Skarpeta lub sakiewka z solą (ryżem, sodą) . Jak zdejmiesz buty wkładaj taką sakiewkę do buta. Wyciągnie wilgoć i nieprzyjemny zapach. Możesz ją odrobinę skropić jakimś olejkiem np. lawendowym. Pamiętaj jednak, by używać soli gruboziarnistej, by nie wysypywała się przez woreczek. Można też użyć sody oczyszczonej, ale trzeba mieć woreczek gęsto tkanego materiału. Tak samo możesz użyć suchego, nieugotowanego ryżu :)



2. Saszetki z silikonowymi kuleczkami - znajdziemy je w pudełkach z butami, czasem w nowych torebkach i plecakach. Ja takie saszetki zbieram i potem wkładam je w różne miejsca, gdzie nie chcę by dostała się wilgoć ( leki, pudła ze zdjęciami) Te saszetki od czasu do czasu warto przesuszyć na kaloryferze, lub w piekarniku. Wtedy znowu mają swoją moc pochłaniania wilgoci.





No i pamiętajcie, że żadna saszetka, czy zapachowa kulka nie zastąpi higieny :)


Kartka z kalendarza - lipiec 2017

Pewnie myślicie sobie, że się obijam. Całymi tygodniami nic nie piszę, ale to tylko dlatego, że w tym roku dużo wcześniej zaczęliśmy wakacje. To był nasz pierwszy rodzinny wyjazd do USA i wszystkie inne spawy zeszły na dalszy plan. Chyba nie muszę Wam opowiadać ile kosztowało nas to stresu i przygotowań. A koniec roku szkolnego jak zwykle obfitował w wiele kampanii i testów. Wszystko niestety zostanie opublikowane z opóźnieniem. Proszę więc o zrozumienie. Lipcowa kartka do pobrania na szczęście w miarę na czas. Zapraszam!




A jeśli macie dużo wakacyjnego planowania, to zapraszam do pobrania kartki z mojego plannera. Lipiec i sierpień do druku. Cały planner znajdziecie tu.





Kartka z kalendarza - czerwiec 2017

To była długa zima. Jeszcze w maju sypnęło śniegiem. Wydawało mi się, że chodzę w zimowej kurtce okrągły rok. Na szczęście mamy czerwiec! Uff! Temperatury przekraczają już 26 stopni, drzewa zazieleniły się tak, że za oknem widzę tylko tony liści. Nie mogłam się już doczekać słonka, miałam dosyć wiatru i śniegu. Jedna nogą jestem już na urlopie i zupełnie nie mogę się skupić na pracy. Moje dziewczyny też już odliczają dni do wakacji i ostatni raz w tym roku szkolnym skorzystają z kalendarza. Póki co mamy początek miesiąca, więc zapraszam do pobrania czerwcowej karteczki :) Zaplanowaliście już wakacje?