Odkurzacz doskonały - Philips SpeedPro Max

Piaskownica...zmora wielu rodziców. Wraca taki dzieciak z podwórka, zdejmuje buty i wysypuje całą zawartość w przedpokoju. Potem jeszcze troszkę w kieszeniach, w nogawkach, a czasem nawet w kapturze. Wyciągasz odkurzacz, kabel, rurę...odkurzasz szybko, składasz odkurzacz, rurę, zwijasz kabel. Mija kilka godzin, dziecko znowu wpada na chwilę po picie i znowu wysypuje się z niego pół ciężarówki piachu...I co? znowu odkurzacz? czy może olewasz i zostawiasz skrzypiący piach na podłodze?
Ja odkurzam, ale teraz odkurzam z przyjemnością. Mogę odkurzać co pięć minut! a co tam! mogę odkurzać cały dzień, świątek, piątek i niedzielę (tak wiem, w niedzielę się nie odkurza) Mogę odkurzać wieczorem i rano, w piżamie i w kiecce. A to tylko dlatego. że już nie muszę przynosić wielkiego odkurzacza, składać rury, wyciągać kabla. Odkurzam leciutkim i poręcznym odkurzaczem akumulatorowym!


Już od dawna zastanawiałam się czy taki odkurzacz da radę. Czy taki odkurzacz spełni moje oczekiwania, będzie miał dobrą moc, wciągnie te wszystkie kłaki z dywanów (mam długowłose córy) i na dodatek będzie działał na baterii dłużej niż 10 minut. No i najważniejsze, czy jest wart swojej ceny!
W tej chwili po trzech tygodniach testowania Philips SpeedPro Max mogłabym napisać o tym odkurzaczu książkę, ale postaram się Was nie zanudzić i streszczę jego największe zalety.

1. Jak wiecie jest to odkurzacz akumulatorowy, czyli nie posiada kabla. Baterię ładujemy i wystarcza nam na ok 65 min odkurzania.



2. Możemy nim odkurzyć różne rodzaje powierzchni, bez zmiany szczotki.


3. Po odłączeniu rury, staje się wygodnym odkurzaczem ręcznym, do odkurzenia samochodu, mebli czy np. wnętrza szuflady.


4. Jego szczotka zasysa z każdej strony.


5. Szybko możemy zdjąć główną dużą szczotkę i przestawić na małą ssawkę, która jest zamocowana na rurze, tak by móc odkurzać szczeliny i trudno dostępne miejsca.


6. Wygodna rączka i ruchoma szczotka pozwoli nam dotrzeć w różne ciężko dostępne miejsca pod meblami.




7. Światełka LED zamocowane na głównej szczotce, oświetlą idealnie odkurzaną powierzchnię. Teraz nie umknie nam ani jeden kłaczek, okruszek, czy kurz. Jak dla mnie to najlepsze rozwiązanie w tym odkurzaczu. Dzięki tym światełkom mogę również odkurzać, gdy w mieszkaniu jest już ciemno, a zazwyczaj do tej pory odkurzałam tylko przy świetle dziennym.


8. Wyświetlacz na odkurzaczu poinformuje nas o stanie baterii. Już nigdy Cię nie zaskoczy, że nagle wyłączy się w trakcie pracy, bo teraz wiesz kiedy go naładować i wiesz, kiedy podczas ładowania osiągnie 100%.


9. Philips Speed Pro Max jest odkurzaczem bezworkowym. Posiada filtr hepa. Opróżnianie pojemnika z kurzu jest bardzo proste i szybkie.




10. Posiada cyfrowy silnik, który jest tak zaprojektowany, aby zapewnić przepływ powietrza na najwyższym poziomie (ponad 1000 l na minutę). Dodatkowo specjalny kształt komory sprawia, że w jednej części kurz wpadając oddziela się od powietrza i wpada do drugiego pojemnika. 





11. A najważniejsze jest to, że odkurzacz jest niewielki i lekki. Można go powiesić na ścianie i tam zamocować również ładowarkę. W każdej chwili można po niego sięgnąć bez konieczności wyciągania kabli, rur itp. 

Takim odkurzaczem chętnie będą się posługiwać nasze dzieciaki, bo szybko i wygodnie, fajnie i modnie :) Już teraz żaden młokos nie wywinie się od sprzątania w swoim pokoju. W mieszkaniach w których nie ma miejsc na przechowywanie również jest świetnym rozwiązaniem. 

Spytacie mnie na koniec, czy ten odkurzacz ma jakieś wady. Nie, nie ma! 

Czy odkurza lepiej od odkurzacza klasycznego? To zależy jaki macie odkurzacz klasyczny :) ale jeśli chodzi o jakość odkurzania, to widzę że odkurza nawet lepiej. No, a jego wszystkie zalety chyba mówią same za siebie.

Czy warto za niego zapłacić tyle ile kosztuje? Oj warto! I tak jak kupiłam sobie generator pary do prasowania, dzięki któremu oszczędziłam bardzo dużo czasu, tak samo uważam, że dzięki Philips SpeedPro Max sprzątanie będzie po prostu przyjemnością, a ja będę miała więcej czasu dla siebie i rodziny.

#philipsspeedpromax, #trnd, #porządekodręki

Piorę, pierzemy, pierzecie, piorą...

Jak często pierzecie swoje rzeczy? Ja czasem odnoszę wrażenie, że pracuję w pralni. Pralka chodzi dosłownie codziennie. Czasem zastanawiam się, czy ktoś przypadkiem nie podrzuca mi swoich rzeczy do prania, bo piorę i piorę jak by w moim domu mieszkało co najmniej 20 osób. Tylko teraz pytanie - czy piorę za często? czy powinnam prać rzeczy dopiero jak widać i czuć na nich brud?
Postanowiłam troszkę zagłębić się w tym temacie i rozwiać Wasze i swoje wątpliwości.

Jak często pierzemy nasze rzeczy?

Po jednym użyciu:
- bielizna
- skarpety
- odzież (koszulki, t-shirty,koszule, legginsy, odzież w której uprawiamy sport)

Jeśli chodzi o odzież jest to sprawa bardziej skomplikowana i troszkę indywidualna. Są ludzie, którzy nie założą dwa razy tej samej rzeczy bez prania, co oczywiście zupełnie rozumiem. Jednak dżinsów, swetrów, bluz - nie musimy prać codziennie. Skupmy się bardziej na rzeczach, które mają styczność z naszym potem, lub po prostu są brudne od pracy, gotowania, czy zabawy.

Po dwóch użyciach:
- ręczniki
- ściereczki kuchenne
- piżamy
- biustonosze

Ręczniki nawet jak nie są brudne, to po codziennych kąpielach są mokre, a w tej wilgoci rozwijają się bakterie, grzyby i pleśnie. Mam cichutką nadzieję, że macie do twarzy oddzielne ręczniki :)
Pamiętajcie też o ręcznikach do rąk. Może Wy tego nie zauważacie, ale Wasi goście tak. Ja nie raz wychodziłam z łazienki z mokrymi rękoma, bo brzydziłam się wytrzeć je w ręcznik. Warto mieć pod ręką ręczniki gościnne i wykładać je przy umywalce specjalnie jak ktoś nas odwiedza.






Co dwa tygodnie:
- czapki, szaliki, rękawiczki (w sezonie oczywiście)
- pościel

W wielu domach pościel zmieniana jest dosłownie od święta. Niestety nasz martwy naskórek, który jest pożywieniem dla roztoczy żyjących na pościeli, zbiera się tam bardzo szybko. Nie jest to ani zdrowe dla naszej skóry, ani dla naszego komfortu psychicznego. Zresztą chyba każdy lubi spać w świeżej pościeli :) a nie w odchodach roztoczy. Pościel warto prać w dużo wyższej temperaturze (ok 60 stopni) i prasować ją po wysuszeniu.

Co kilka miesięcy:
- firany
- koce
- kurtki
- pluszaki

Raz na pół roku:
- kołdry
- poduszki

Warto jednak pamiętać, że pościel należy wietrzyć regularnie. Przy każdej możliwej okazji wytrzepać przez okno lub na balkonie (choć w sezonie smogowym odradzam wystawianie jej na powietrze!!) Posiadaczom suszarek kondensacyjnych polecam odświeżanie kołder i poduszek przy każdej zmianie pościeli. Nie zapominajcie o odkurzaniu materacy i praniu nakładek na materac jeśli takie posiadacie. No i najważniejsza rzecz, to nie ścielić łóżka bezpośrednio po wstaniu. Pościel wtedy jest jeszcze ciepła i jeśli zwiniemy ją do pojemnika w łóżku, to dajemy dodatkową możliwość do rozwoju bakterii. Zaczekajmy aż pościel "wystygnie" i dopiero ją schowajmy.







A Wy jak często pierzecie swoje rzeczy?
— Pucu! pucu! chlastu! chlastu! 

Nie mam rączek jedenastu, 

Tylko dwie mam rączki małe, 
Lecz do prania doskonałe. 
5
Umiem w cebrzyk wody nalać, 
Umiem wyprać… no… i zwalać. 
Z mydła zrobię tyle piany, 
Co nasz kucharz ze śmietany. 
I wypłuczę i wykręcę, 
10
Choć mnie dobrze bolą ręce. 
Umiem także i krochmalić, 
Tylko nie chcę się już chwalić! 
Tak to praca zawsze nowa, 
Gdy kto lalek się dochowa! 
15
— A u pani? Jakże dziatki?
Czy też brudzą swe manatki? 
— U mnie? Ach! to jeszcze gorzej: 
Zaraz zdejmuj, co się włoży! 
Ja i praczki już nie biorę, 
20
Tylko codzień sama piorę! 

Maria Konopnicka


Pachnące usuwanie magicznej plasteliny

Ten post powstał przypadkiem, bo wcale go nie planowałam. Moja córka pewnie też nie miała w planach ubrudzić magiczną plasteliną koca, tiulowej spódnicy, wykładziny, piżamy i prześcieradła i pufy! Na dodatek w kolorze bardzo intensywnego turkusu! Uwielbiam jak moje dziecie ma zajęcie, ale niektóre z nich przynoszą matce spore wyzwania. Przed takim stanęłam właśnie dziś.

Magiczna plastelina to cudowny wynalazek, potrafi zająć dzieciaki na wiele godzin. Niektóre świecą w ciemności, a inne przyciągają metal (plasteliny oczywiście :) Plastelina mojej córki była po prostu śliczna - metaliczna. Jak zobaczyłam pozostałości plasteliny na ubraniach i w pokoju to odruchowo niektóre rzeczy wrzuciłam do zamrażalki z nadzieją, że jak plama zamarznie to będzie można ją wykruszyć. Niestety nie....to nie działa.

Przeczesałam swoje zapasy różnorakiej chemii gospodarczej i natknęłam się na Orange Solvent. Środek, którego używa się do usuwania plam z pasty cynkowej, cementu, plam z jodu, gipsu. Można nim też usuwać naklejki, etykiety i stary klej z różnych powierzchni. Usuniemy nim plamy z oleju z dywanów i tapicerki, śladów pisaków i markerów. A od dziś również z magicznej plasteliny! Dobrze, że miałam go w domu, bo ostatnim razem jedna bluzka wylądowała w koszu. Dziś jednak mama - plastelina 1:0

Szukajcie go w sklepach internetowych. Cena ok 76 zł ale wystarczy Wam na kilka lat i nie raz uratuje ubrania, meble czy wykładziny. Ja plamy usunęłam po prostu wacikiem, a w całym domu pachnie pomarańczami!



Post nie jest sponsorowany :) a rada warta bardzo dużo, bo nie jedna mama poddała się w walce z magiczną plasteliną. Polecam!



Mój trening, mój wybór, mój Adidas

Dołączyłam do wyzwania z Adipower! 72 godziny idealnej ochrony przed poceniem! miałam przyjemność testować antyperspiranty z tej serii.


Adidas stworzył produkt zupełnie innowacyjny,  bowiem dopasowuje się on do naszego trybu życia. Oznacza to, że jeśli trenujemy i zwiększa się temperatura naszego ciała, to zapach zaczyna się bardziej uwalniać! Tak więc, nie ważne czy biegasz, czy tańczysz, czy ćwiczysz na siłowni - ten produkt jest dla Ciebie.



Moja aktywność fizyczna jest umiarkowana. Oczywiście w tym roku postawiłam przed sobą kilka wyzwań i póki co próbuję je realizować. Basen, aerobik i spacery nordic walking to może nie to samo, co wycisk na siłowni, ale ochrona przed potem jest w tych przypadkach bardzo istotna. Nikt przecież nie lubi podczas treningu jak unosi się za nim nieprzyjemny zapach potu. Faktem jest też to, że podczas ćwiczeń nie chcemy sobie zaprzątać głowy swoim wyglądem i zapachem, bo skupiamy się na czymś zupełnie innym. Ciało nasze, a zwłaszcza pachy oddajemy pod opiekę dobrego antyperspirantu.



Czy Adipower się sprawdził na moich treningach? Jak najbardziej! Faktycznie zapach stawał się bardziej intensywny im więcej ćwiczyłam. Oczywiście nie na tyle, by to komuś przeszkadzało. Działał bardzo długo.
Dla mnie jednak największą jego zaletą było to, że mogłam go użyć zaraz po depilacji. Nie zawiera on alkoholu, więc nie podrażnia skóry. Używałam go nie tylko przed treningami. Sprawdził się w stresujących sytuacjach, jak i również podczas moich codziennych domowych obowiązków np. odkurzanie mieszkania.


Pamiętajcie! same wybieramy sobie rodzaj aktywności fizycznej i nie zawsze musi być to coś sportowego, bo przy myciu podłóg również spalamy dużo kalorii :) Same również wybieramy sobie ochronę przed potem. 
Ja otrzymałam antyperspirant w sprayu dla siebie i dla bliskiej osoby. W ofercie Adipower znajdziecie jeszcze produkty w kulce i żele pod prysznic, zarówno dla niej jak i dla niego.




#asStrongAsIam
#adipower

Kalendarz na rok 2018 - cały do druku

Witajcie w nowym roku! Styczeń jak zwykle jest miesiącem planowania, postanowień i podsumowań. Rozpoczynamy nowe plannery, notujemy i zapisujemy wszystko ładnie i kolorowymi długopisami. Natchnione zdjęciami w pintereście chcemy mieć najładniejszy i najlepiej zagospodarowany notes. A jak będzie? zobaczymy. Póki co w styczniu mamy moc i dużo zapału, tylko od nas zależy na ile nam go wystarczy. Ja znając siebie i swój słomiany zapał, postanowiłam w tym roku stworzyć od razu kartki z kalendarza na cały rok, więc jeśli chcecie pobrać je wszystkie to zapraszam!
Św. Mikołaj spełnił moje marzenie i przyniósł mi w prezencie nowy komputer, więc w tym roku będę pisać systematycznie, ale kartki z kalendarza mam już z głowy i już czas wymyślić coś nowego. Życzę Wam i sobie wytrwałości we wszystkich postanowieniach!
















Kartka z kalendarza - Grudzień 2017

Ja wiem, że zepsuty laptop nie usprawiedliwia mnie i przez te kilka dni spóźnienia zapewne ktoś zamiast mojego kalendarza wydrukował sobie inny...chlip chlip... mam tylko nadzieję, że Mikołaj przyniesie mi pod choinkę nowy sprzęt, abym  mogła spokojnie prowadzić bloga. W tej chwili mogę tylko ubolewać nad złośliwością rzeczy martwych (tak...suszarka do włosów też mi się popsuła...)
W grudniu wrzucam tylko jedną kartę, bo nie udało mi się zrobić nic więcej. Dodałam też listy i kartki z plannera, może ktoś wykorzysta.
Jeśli chcecie poczytać o przedświątecznych przygotowaniach i porządkach zapraszam tutaj :)











Truskawkowe love Le Petit Marseillais

....Ja Monika - autorka bloga doskonalapanidomu.blogspot.com - Ambasadorka Le Petit Marseillais, uroczyście obiecuję sama sobie, że codziennie będę się cieszyć drobnymi, pozytywnymi chwilami, które mnie spotykają. I zamierzam z nich czerpać garściami. Zatroszczę się także o swoją skórę, aby była nawilżona i pachnąca. Będę korzystać  z dobrodziejstw natury, bogactwa jej składników oraz zapachów. Zobowiązuję się do zachowania uśmiechu i radości życia, którymi podzielę się ze swoimi najbliższymi. Skupię się na tym, co pozytywne, odnajdując radość i spokój nawet z najmniejszych codziennych rytuałach. Każdego dnia będę dbać o swoje dobre samopoczucie....



Takie ślubowanie powinna złożyć teraz każda z Was, bo każdej należy się odrobina - Ba! jaka odrobina?? Należy się nam tyle ile damy rady wziąć z życia. Każdej z nas należy się odpoczynek od pracy, relaks po wyczerpującym dniu, ukojenie zmysłów po walce z wiatrakami, urzędowymi potyczkami i innymi przyziemno - wykańczającymi rzeczami.
Nie możemy pozwolić sobie na wakacje wtedy, kiedy mamy na to ochotę, ale możemy przedłużyć wakacje lub przywołać ich wspomnienia zapachem, smakiem, obrazem, dźwiękiem.

Nowy truskawkowy żel pod prysznic Le Petit Marseilleas gwarantuje nam przywołanie najpiękniejszych wakacji I słonecznego lata. Daje nam relaks podczas kąpieli. Świeży i słodki zapach truskawek pobudza nas będzie rano do działania, a wieczorem relaksuje zmęczone i zestresowane ciało.


Znacie kogoś kto nie lubi truskawek? Truskawki kochają wszyscy! mali i duzi, gniecione z cukrem, krojone z bitą śmietaną, z szypułkami prosto z krzaczka lub zblendowane mrożone w postaci pysznego i orzeźwiającego sorbetu. To jaki jest nowy żel pod prysznic Le Petit Marseillais? Jest po prostu obłędnie pysznie pachnący! cudownie się pieni i nawilża skórę. Jest delikatny, bo jego pH jest neutralne dla nasze skóry i oparty na składnikach naturalnego pochodzenia.

foto:indianshimmer.com


Rozmarzyłam się....Nie będę już więcej pisać, idę wskoczyć pod prysznic! Truskawkowo mi :)


W paczce ambasadorki znalazłam truskawkowy żel pod prysznic, zaparzacz do herbaty liściastej w kształcie truskawki, próbki dla koleżanek. Jeśli chcecie tak jak ja mieć możliwość testowania przecudnie pachnących produktów Le Petit Marseillais to wystarczy zarejestrować się na stronie www.ambasadorkalpm.pl i czekać na nowe równie pachnące kampanie. Powodzenia!
#truskawkowylpm #ambasadorkalpm #lpmprzedluzalato

Czy sprzątanie może być hygge?

W ciągu ostatnich dwóch lat, internet i księgarnie zalały książki o hygge. Ludzie dwoją się i troją w poszukiwaniu swojej receptury na chwile szczęścia. Hygge to coś czego się nie da sklasyfikować w jednej definicji. To stan umysłu, to otoczenie, miejsce, chwila. Samo słowo wywodzi się z norweskiego - dobre samopoczucie, ale dla każdego hygge jest czymś innym. Dla jednych będzie to odpoczynek pod kocem z kubkiem kawy w ręku, a dla innych oglądanie zachodu słońca nad morzem. Spacer w lesie lub po prostu widok śpiącego dziecka w łóżeczku. Każdy z nas ma prawo znaleźć swoje hygge i nie ważne w czym, ważne by dawało nam chwilę szczęścia.



Przed nami bardzo intensywny czas przygotowań do świąt. Dużo pracy, dużo nerwów i stresu. W ciągłym biegu zapominamy o pielęgnowaniu tego co ważne. Zamiast przygotowywać z dziećmi kalendarze adwentowe, biegamy po marketach wyszukując co raz to droższe zabawki. W uszach dźwięczy nam Last Christmas, które już na początku listopada przypomina nam o wydawaniu pieniędzy.

Jak w takim okresie znaleźć swoje hygge? Jak nie dać się wciągnąć w to szaleństwo? Jedni z nas będą tworzyć piękne ozdoby świąteczne, inni planują już wyzwania kulinarne, które mają zszokować podniebienia rodziny. Ja jako maniaczka porządków domowych spojrzałam na hygge z trochę innej strony.

W doborze chemii sprzątającej kieruję się najczęściej skutecznością. Niestety nie jest to moje jedyne kryterium. Produkty, które kupuje muszą pięknie pachnieć i ładnie wyglądać. Sprzątanie łazienki nie  może być dla mnie karą. Mycie wanny nie powinno odbywać się w kombinezonie ochronnym i masce. Lubię sprzątać i nie zamierzam tego zmieniać. Odkurzanie mnie relaksuje, a przy myciu łazienki mogę się po prostu nieźle wyżyć. Ja odnalazłam swoje hygge w porządkach domowych dzięki Prouvé. Lśniące kafelki, krystalicznie czyste lustro, zapach który unosi się po umyciu podłogi, to mnie cieszy, uspokaja, odpręża, daje satysfakcję. Może dla jednych to chore, ale to mój wybór i ja zamiast szyć lalki czy lepić świece, po prostu sprzątam. Jeśli robicie coś co sprawia Wam przyjemność, to róbcie to. To właśnie wasze hygge.

Prouvé to nasza rodzima firma, która nadała produktom do sprzątania nowy wymiar. Wszystko jest świetnej jakości, ładne, stylowe i o zapachu, który nie kojarzy się ze sprzątaniem. W wyglądzie opakowań urzekła mnie skromność, która potwierdza regułę:  mniej znaczy więcej. Ich środki czystości nie biją po oczach kolorowymi opakowaniami, a jednak wyglądają tak, że chętnie zostawiam je na wierzchu i nie chowam do szafki. Zapach jest delikatny i subtelny, a skuteczność działania zaskakuje.

W ostatnich miesiącach miałam przyjemność wypróbować kilka produktów : piankę do mycia rąk, która neutralizuje zapachy,  odtłuszczacz, żel do usuwania kamienia i rdzy, aksamitne  mleczko do czyszczenia i żel uniwersalny. Wszystkie z tych produktów są proste w użyciu. Do butelek możemy dokupić wygodne końcówki - flip topy, spryskiwacze. Wszystko po to, by sprzątanie było łatwiejsze, przyjemniejsze i szybsze.



Pianka neutralizująca zapachy - pojemność 250 ml, 16 zł
Gęsta i bardzo miła w dotyku pianka do mycia rąk. Ślicznie pachnie usuwając najbardziej uciążliwe zapachy z naszych dłoni (czosnku, ryb) Jest bardzo delikatna dla skóry a jednocześnie potrafi usunąć silne przebarwienia nawet po burakach czy marchwi.



Odtłuszczacz - 500 ml, 16 zł. Środek dzięki któremu usuniesz tłuszcz bez szorowania. Idealny do mycia okapów, blatów, kuchenek, grilli i innych urządzeń kuchennych, na których gromadzi się trudy do usunięcia tłuszcz.

Żel do usuwania kamienia i rdzy - 500 ml, 13 zł
Mój ulubiony produkt. Gęsty żel, który nie ścieka z powierzchni, pachnie i nie przywołuje na myśl skojarzeń o wypalonej skórze dłoni. Idealnie czyści wanny, kabiny prysznicowe, umywalki i muszle klozetowe. Nadaje się również do mycia większych powierzchni, na których kamień spędza nam sen  powiek :) 


Aksamitne mleczko do czyszczenia - 500 ml, 14 zł
Konsystencja, zapach, skuteczność - to wszystko sprawia, że mycie wanny wejdzie w krew największemu leniuszkowi. Oliwa z oliwek, która delikatnie nabłyszcza mytą przez nas powierzchnię, działa niczym najlepsza polerka porcelany sanitarnej. 


Żel uniwersalny - 1000 ml, 18 zł
Wielozadaniowy, do wszystkich powierzchni, czego chcieć więcej? Duża butla i skoncentrowana formuła płynu, sprawią że będzie nam służył na długi czas. Ja uwielbiam nim myć płytki na podłodze, bo usuwa zabrudzenia bez szorowania i w mig podłoga lśni czystością.





Prouvé bardzo skupia się na zapachach swoich produktów. Każdy ze środków czyszczących ma stworzoną swoją architekturę zapachu, która składa się z nut głowy, serca i głębi. Tak samo jak wybierając swój ulubiony zapach perfum, możemy dobrać nasz najbardziej przyjazny zapach produktów do sprzątania łazienki czy kuchni. 
Koniecznie zajrzyjcie na stronę Prouvé, bo tam znajdziecie nie tylko chemię ale też mnóstwo perfum dla niej i dla niego. Wszystko w tej samej elegancko skromnej oprawie i w idealnych kompozycjach zapachowych.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Poznając nasze produkty uśmiechniesz się co najmniej trzy razy. Pierwszy raz, jak poczujesz piękny zapach. Drugi raz, gdy sprawdzisz ich działanie, a trzeci, gdy zobaczysz ich cenę. Wierzymy, że życie składa się z drobnych przyjemności, które nie muszą wiele kosztować.





Kartka z kalendarza - listopad 2017

Chyba większość z nas w tej chwili chce zapaść w sen zimowy. Ot, tak po prostu położyć się w milusich skarpetach, sweterku, pod milusim kocykiem...i obudzić się na przykład w maju, kiedy słonko będzie rozwijać pierwsze kwiaty, a ptaki swoim śpiewem będą informować o zbliżającym się lecie.  Ja lubię jesień i lubię zimę, ale taką z obrazka. Jesień pełną kolorów i zapachów, a zimę zasypaną śniegiem i roztaczającą się mroźną ciszą dookoła. Póki co za oknami mam straszną wichurę, w górach opady śniegu, a nad Bałtykiem sztorm. Rada na dziś - zrobić sobie dobrą kawę i przeczekać. Wiecie co ja robię w listopadzie? kupuję już rzeczy na gwiazdkę. Drukujcie więc kartkę z kalendarza i zaplanujcie ten miesiąc.


Żelazko w ruch - para buch!

Żelazko - niby taka zwykła rzecz. Chyba każda pani domu ma w domu, choć wiem, że nie każda używa :) Ja nie wyobrażam sobie nie prasowania rzeczy. Po wysuszeniu zawsze prasuję wszystkie rzeczy córek, swoje i męża niektóre. Często prasuję rzeczy tuż przed samym ich założeniem, bo niestety w szafie się pogniotły np. koszule.

Żelazko kupiłam sobie dobre i firmowe, ale już po kilku miesiącach byłam niezadowolona. Przypalona i żółknąca stopka, za duży ciężar. No ale to taki produkt, który wymieniamy dopiero jak się zepsuje. Tak więc prasuję z zaciśniętymi zębami, czekając aż moje żelazko padnie.

Będąc w społeczności trnd.pl mam ostatnio możliwość testów nowego żelazka Philips PerfectCare Elite Plus. Żelazko o którym mówię to żelazko ze stacją parową, pionowym wyrzutem pary i innymi bajerami, o których postaram się Wam napisać w skrócie.



Kartka z kalendarza - październik 2017

Od kilku dni mamy jesień kalendarzową. Od dwóch dni mamy piękną, złotą jesień za oknami. Błękitne niebo, złocące się liście i piękne słońce, które jeszcze próbuje nam przypomnieć letnie dni. Fani grzybobrania mają szczęście w tym roku, bo grzyby dopisały jak nigdy. Amatorzy jesiennych wycieczek w Bieszczady powinni być równie zadowoleni, bo to chyba najpiękniejszy moment na piesze wycieczki. Tak więc oficjalnie rozpoczynamy piękną, polską, złotą jesień. Zapraszam do pobrania październikowych kartek z kalendarza. Miłego planowania!